Zapiski Depresantki

Gdy słyszę to słowo to aż po plecach przebiegają mnie ciarki. Czuję się zestresowana, przelękniona i porażona tym co zaraz się może się zdarzyć. Nie jest to dla mnie łatwy temat, o którym z przyjemnością bym się wypowiadała. Chcę go poruszyć, by pozbyć się tych natrętnych myśli. Chcę go poruszyć, by innym wskazać drogę do poradzenia sobie z samym sobą. Chcę go poruszyć, by bliscy – osoby, chorującej na to coś, – nie winili – tylko okazali zrozumienie.

Chcę go poruszyć, by dać nadzieję.

Nie tylko sobie.

 

Będę pisać dla samej siebie aby mieć dowód oraz świadectwo, że dałam radę.

Tak mało słów by wszystko co w człowieku się gromadzi opisać i wyrazić. A co najważniejsze to wytłumaczyć drugiemu człowiekowi, tak by ten, zanim zacznie oceniać nas zrozumiał o co tak naprawdę nam się rozchodzi.

Kolejny raz kiedy to po raz setny zasiadam, już bez pióra i pustej kartki, do biurka by móc zacząć, rozpocząć pisać. I po raz kolejny nie jestem pewna czy to ma sens zanotowania wszystkich tych zdań.

Nie wiem od czego mam zacząć. Nie mam pojęcia czy to będzie fabularyzowana książka czy tylko tomik przemyśleń w jednej okładce albo jedynie wpisy na moim blogu. Czy jedynie wordowski dokument na moim laptopie. W ogóle po co w ogóle ja do tego zasiadam?!

You may also like