Magia spojrzenia

Dlaczego zamykamy oczy, kiedy modlimy się, całujemy, płaczemy lub śnimy? Ponieważ najpiękniejsze rzeczy w życiu nie są widoczne, ale odczuwalne przez serce. Gdyby tylko nasze oczy ujrzały dusze zamiast ciał, jak bardzo różniłyby się nasze ideały piękna …

Kiedy otworzyłam oczy, ciemna szarość tańczyła w pląsach mglistości.. Powiewające morskie zasłony obijały się delikatnie o szyby i wpuszczały delikatny wietrzyk zwiastujący nadchodzącą mroźność jesieni. Nie było we mnie ogromnej energii, ale była wiara i intuicja, że dzień, który dopiero się rodzi będzie tym dobrym. Tak wstać się nie ma ochoty, gdy Morfeusz otula swym śniętym uściskiem szepcząc niestworzone historie i zachęcając do przymknięcia powiek.

Ciężko było mi rozpocząć dzień. Nim zerwałam się z łóżka i uprzątnęłam swój myślowy chaos, podziękowałam za noc, która właściwie nie była lekka i przyjemna, przy kolejnym ząbkowaniu dziecka. Ale wstałam. Założyłam swoje ulubione ponczo, w rękę złapałam kubek aromatycznej Inki i wyjrzałam przez okno. Świat spowity był ciężką ciszą, spod której wyłaniały się jednak niezwykle dźwięczne barwy świetlne mijających się samochodów, które tworzyły piękny obraz współczesnej krainy jesiennej. Mimo, że pewnie taki krajobraz tworzy się codziennie, to dopiero dziś miałam okazję ją podziwiać. Bo nie codziennie rozpoczynam dzień o czwartej rano.

Ci co mnie lepiej znają wiedzą, że uwielbiam zdjęcia. Nie tylko jako modelka ale także jako zwykła osoba, matka, żona… kobieta. Uwielbiam pozować ale też i oglądać fotografie. Dla mnie mają one ogromną wartość sentymentalną. To moment, który przywołuje całą gamę uczuć i emocji jakie się doświadczyło.

Już dłuższy czas przymierzałam się do tej sesji zdjęciowej gdzie to nie ja będę grała pierwsze skrzypce, lecz moja rodzina. I muszę przyznać, że to jest nie lada wyzwanie znaleźć odpowiedniego fotografa, który swą estetyką zachęci bym go wybrała. Szczególnie w moim przypadku, gdzie jakieś doświadczenie w tej dziedzinie posiadam. Chciałam także koniecznie uniknąć przecukrzonych kadrów i tych wszelkich nienaturalnych póz jakie często są wywoływane w studiu fotograficznym. Kadry musiały spełniać jeden z najważniejszych wymogów – musiały być prawdziwe w swej ulotnej chwili.

Moje życie przecież głównie składa się z kolekcji chwil, które są wyjątkowe, unikalne w swej zwyczajności. Czy też radosne bądź pełne smutku i bólu. Bez nich wszystkich nie byłoby nas, naszych doświadczeń, myśli, wspomnień.

I tak trafiłam na kobietę z rodzoną o poranku. Kobietę, którą zdobi mglista szata z kropelkami rosy i spojrzeniem co potrafi usidlić rozproszone światło. Kobietę o niezwykłej wrażliwości estetycznej ale także natury miłośniczkę. Wiedziałam, że z tej współpracy powstanie coś pięknego…

Tego dnia chropowatość mokrego piasku wymykała się spod moich butów, zostawiając na nich swe drobinki. Nieśmiały powiew wiatru dotrzymywał towarzystwa, a przebijające się promienie słońca przypominały o jesiennej magii, która wisiała w powietrzu. I wcale nam nie przeszkadzało spóźnienie się na wschód słońca, ponieważ otwieraliśmy szeroko ramiona i łapaliśmy w nie wolność… nieokiełznaną, piękną i dziką. Spacerowaliśmy ścieżkami wytyczonymi przez naturę, oddychając tutejszym rytmem by poczuć się jednością.

Dla mnie jesień to pora refleksji i wytchnienia. Czas, kiedy nieco zwalniam aby nabrać nowych sił i poszukać coraz to nowszych inspiracji. Ale niestety jesień to także ponure dni, które nie raz odbierają mi energię i moc działania. To zupełnie naturalne nawet wśród ludzi, którym nie doskwiera #umysłmałozdrowy. I dzięki temu cudownemu spotkaniu z Olą miałam okazję zwolnić by móc spędzić ten czas z rodziną oraz by cieszyć się klimatem jesieni. Miałam okazję beztrosko i bez gracji ganiać  za swym potomkiem, by w ostatniej chwili otrzepywać jego dłonie z piasku. Czułam nieśmiałe fale odbijające się o moje buty i tą ekscytację związaną z wejściem na skarpę pełną satynowych oraz barwnych liści. Do dziś nie mogę sobie przypomnieć kiedy miałam ostatnio taką możliwość by czerpać z tego radość. A podobno każdy dzień to taki mały cud… dopóki my w to wszystko wierzymy. To my nadajemy sens emocjom, naszym codziennym sytuacjom i całemu otoczeniu. Wystarczy się rozejrzeć, pozwolić sobie na obserwację.

Przyznać muszę, że z całego serca polecam Wam Olę, do każdego rodzaju sesji zdjęciowych. Czy to rodzinne, czy to ślubne czy jeszcze inne. Osobiście jestem kadrami zachwycona. Ale to estetyka najbardziej skradła moje serce oraz te cudowne kolory… Ostatnio odnalazłam drogę do dziedziny sztuki, kultury itp. w której bym chciała się rozwijać ale także się nią otaczać. I w niej najważniejsza jest przede wszystkim natura, emocje oraz prawdziwość. A to wszystko zawierają prace fotografki. Jest niczym szeptem szelestu liścia, kroplą dźwięcznie spadającą do kałuży czy oddechem wiatru schowanego w drzewach. Wiesz, że owe zjawisko istnieje ale nie możesz zauważyć jego jestectwa. Z Olą jest podobnie: wiesz, że jest obok ale nie doskwiera Tobie jej obecność. Dzięki czemu masz swobodę by móc być sobą, zachowywać się naturalnie i naturalnie ukazywać emocje. Przy współpracy nie potrzebujesz żadnej otoczki wymyślnych stylizacji czy z przepychem stworzonej aranżacji. Bardzo bliskie są mi takie klimaty i wiem, że jeszcze nie raz się spotkam z Olą, jeśli nam będzie dane. Nie macie pojęcia jak bardzo brakuje  mi słów by móc opisać co czuję, kiedy przeglądam kadr za kadrem. Zdjęcia są niczym film, taki wiecie – krótkometrażowy opowiadający naszą historię. Mimo, że nie było dużo czasu, Gabryś latał w swoją stronę to gratuluję Tobie Olu niezmiernie talentu i oczu. Pięknie spoglądasz na świat przez obiektyw. ❤ ❤ ❤


TOTAL LOOK:
Kolczyki: KAJO Jewels
Okulary: Fielmann
Sweter: C&A
Sukienka: H&M
Płaszcz: KappAhl


 

You may also like